29 czerwca
*Dzień wyjazdu*
Czy to się dzieje naprawdę? - ciągle zadaje sobie takie pytanie. Nigdy nie wpadłabym na to, że rzeczy, które się dzieją teraz, mogłyby się przydarzyć. Pierw konkurs, potem wygrana, a dziś... dziś ''jedziemy do nagrody''. Śmiesznie to brzmi, ale przecież to jest prawda. Kto by pomyślał... No na pewno nie ja... Dwa całe miesiące z bożyszczem nastolatek. Eden dla Emily. Nie powiem, że ja się nie cieszę, ale to pewnie ona teraz piszczy w duszy, że w końcu zobaczy swoich idoli. Mało tego, zamieszka z nimi przez dwa miesiące! Z resztą ja też... No właśnie ja... Czego ja w ogóle chcę? Nie wiem.. Chciałabym, żeby wszystkie bliskie mi osoby były szczęśliwe. Lepiej uszczęśliwiać innych niż siebie? Nie wiem.. ale mi sprawia to przyjemność. Dużo razy używam tych dwóch słów.. ''Nie wiem''. Czy to źle? Może dobrze.. Nie wiem.
''Czasami, gdy odpowiemy ''Nie wiem'' gdy ktoś nas o coś zapyta mogą być lepsze skutki. Lecz czy to tak dobrze żyć w niepewności i w kółko powtarzać te dwa słowa, które kryją za sobą tajemnicę?''
Jest godzina dziesiąta dwadzieścia cztery. Do wyjazdu zostały niecałe cztery godziny. Niby dużo, a jednak mało. Ciekawe co rodzice powiedzieliby na to. Rodzice?!
-O mój Boże, rodzice! - krzyknęłam nie zważając na siedzącą obok mnie Emily.
-Jacy rodzice? O czym ty mówisz? - była zdziwiona tym co mówię. Wręcz nie wiedziała o co mi chodzi.
-Nasi! Nasi rodzice! Przecież oni o niczym nie wiedzą! - panikowałam - Przecież musimy do nich zadzwonić!
-Spokojnie, spokojnie. Przecież mieszkają niedaleko. Co innego jakby mieszkali gdzie indziej. - uspakajała mnie. ''Głupia, nie pomyślałaś o tym.'' Przyłożyłam otwartą dłoń do twarzy, robiąc tak zwanego ''facepalm'a''.
-Racja, ale i tak trzeba do nich zadzwonić. Bo co będzie jak przyjadą do nas, a w domu nikogo nie zastaną?
-Zadzwonić, zadzwonimy, ale nawet jeśli przyjechaliby, a nas by nie było to stałoby się coś? - spytała -
Nie. - sama odpowiedziała na swoje pytanie. - Więc o co się martwisz? Jesteśmy dorosłe.
-O nic się nie martwię.. znaczy już teraz nie.. Ale zadzwonić do nich trzeba koniecznie! - nadal trzymałam się swojego.
-Tak, wiem, wiem. Zadzwonimy i o wszystkim im powiemy, a oni będą z nas dumni. Będą dumni, że mają takie wspaniałe dzieci. - starała się być poważna i wypięła pierś do przodu. Długo nie wytrzymała i zaczęła się śmiać, a ja razem z nią.
-Okej, idę dzwonić. - powiedziałam, gdy się opanowałyśmy. Udałam się na górę, bo mój telefon leżał na biurku w moim pokoju. Otworzyłam drzwi, a na podłodze stały trzy walizki przygotowane na dzisiaj. Oczywiście byłam już spakowana. Podeszłam do biurka, chwyciłam telefon, wykręciłam numer do mamy i usiadłam wygodnie na łóżku opierając się plecami o miętową ścianę. Jeden sygnał.. drugi sygnał.. trzeci... czwarty.. Oh, mamo! Odbieraj!
-Halo? - usłyszałam jej głos po drugiej stronie.
-Cześć mamo. - przywitałam się i uśmiechnęłam, ale to tak z przyzwyczajenia, bo i tak przecież by mnie nie zauważyła.
-Hej córciu! Co tam u ciebie? Długo się nie odzywałaś.. Martwiliśmy się z tatą.
-Nie masz się o co martwić. - znowu się uśmiechnęłam - Właściwie to dzwonię, żeby was o czymś poinformować. - zaczęłam.
-A o czym? Czy to coś poważnego? Dziecko, jesteś chora? Może masz chłopaka? Albo nie czekaj... chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jesteś w ciąży! To nie możliwe, jak ty mogłaś do tego dopuścić? - była przerażona, a tak w ogóle jak mogła pomyśleć, że jestem w ciąży.. No tak... takie rzeczy to tylko moja kochana mamusia.
-Mamo, wyluzyj. Nie.. - chciałam już powiedzieć, że nie jestem w ciąży, ale mi przerwała.
-Dziecko, kiedy to się stało? Byłaś już u ginekologa? Wymiotujesz? Będziemy musieli ci pomóc.. Znasz ojca dziecka? Czy ja go znam?! Na pewno spiorę mu tyłek jak tylko go zobaczę! Już on pożałuje.. Nie ma co robić tylko zapładniać mi córkę! - nie mogłam wytrzymać i wybuchnęłam śmiechem. - Dziecko moje drogie, kochane dlaczego to cię śmieszy?! Przecież to poważna sprawa! Ja mu dam.. Alimenty będzie płacił! Niedoczekanie moje! Jakoś sobie poradzimy córeczko. - zaczęła mnie pocieszać.
-Mamo... proszę.. prze... stań. - nie mogłam się opanować.
-Z czego ty się śmiejesz?! Czy ciąża to coś śmiesznego?!
-Mamo, ale ja nie jestem w ciąży. - odetchnęła - I pewnie prędko nie zajdę wiedząc, że będę musiała przechodzić przez to co przed chwilą usłyszałam. - zachichotałam.
-Więc o czym chciałaś mi powiedzieć? - spytała.
-Jest tam gdzieś w pobliżu tata? - wiedziałam, że on też musi wiedzieć, a lepiej będzie jak się dowiedzą razem. Nie to, że mam jakieś wątpliwości czy coś.. Bo przecież nie mają nic do tego co robię, a w ogóle to już nie ma innego wyjścia.
-Jest, zawołać go?
-Jak możesz to zawołaj. - odpowiedziałam. Przy uchu słyszałam jak mama woła tatę, a potem mówi, że ja dzwonię. Potem tylko jakieś szelesty i głosy '' oddaj tą komórkę, ja ją trzymam! '' , '' ale to mnie wołała''. - Włączcie na głośnomówiący.
-Na co? A co to jest? - spytała moja mama.
-W prawym dolnym rogu piszę ''Włącz głośnik'', naciśnij. - słyszałam jak wykonuje moje polecenie - Już?
-A! Mów ciszej, jest za głośno.
-Eh, odsuń telefon od ucha. - westchnęłam.
-O, znacznie lepiej. - wiedziałam, że w tamtej chwili się uśmiechnęła - Czego to ludzie nie wymyślą. Więc co chciałaś nam powiedzieć.
-Przez najbliższe dwa miesiące nie będzie mnie w domu. - oznajmiłam spokojnie - Em zgłosiła nas do konkursu, no i go wygrałyśmy. - uśmiechnęłam się - Nagrodą jest dwumiesięczny pobyt w domu takiego zespołu.
-Jakiego zespołu? - moja mama i ta jej ciekawość.
-One Direction, mamo. Na pewno nie znasz. Emily jest ich fanką.
-One Direction?! Wow, szczęściary z was. Dwa miesiące z takimi przystojniakami.. Mmm.. Przyznaj, który ci się najbardziej podoba? Mi ten mulat, nie pamiętam jak miał na imię.. Oh, zabójczo przystojny. - nie przypuszczałam, że powie mi właśnie to.
-Skąd ty ich znasz? - spytałam zdziwiona?
-A w radiu i w telewizji non-stop puszczają ich piosenki, no to znam. No.. który najładniejszy?
-Żaden mamo. - odparłam - No, skoro już wszystko wiecie, to czy mogę się rozłączyć? - spytałam z nadzieją.
-A co? Wstydzisz się przy tacie rozmawiać o chłopakach? - teraz już całkiem się spaliłam.
-Pa mamo, pa tato, może jeszcze dziś zadzwonię! - nie czekając na ich odpowiedź rozłączyłam się, odłożyłam telefon z powrotem na biurko i zeszłam na dół śmiejąc się w najlepsze.
-Co cię tak śmieszy? - spytała Ems z uśmiechem na twarzy.
-Moja mama. - odpowiedziałam - Wierz mi, teraz to już się boje nawet mieć chłopaka.
-Znowu panikowała o ciąży? - pokiwałam głową - Ah, niemożliwa kobieta.. - zaśmiałyśmy się.
-A ty dzwoniłaś do swoich rodziców? - spytałam.
-Tak.
-I co?
-Co i co? Nic. Mówili, że są ze mnie dumni. - uśmiechnęła się.
''Dzień bez uśmiechu to stracony dzień''
Jest godzina dwunasta dwadzieścia dziewięć. Zostało nam półtorej godziny... Leżymy sobie na kanapie i oglądamy jakiś nudny program w telewizji. No bo co innego możemy robić? Nic tylko leniuchować i wgapiać się w ekran telewizora. Na dwa miesiące zostawimy nasz dom. Czy dwa miesiące to długo? Nie wiem.. Znowu wracam do opcji ''nie wiem''... Dwa miesiące to długo? Tak czy nie? Z jednej strony nie, ale z drugiej tak. Możemy tylko mieć nadzieję, że te dwa krótkie/długie miesiące będą udane. Oby tak...
''Nadzieję może mieć każdy, ale tylko nieliczni potrafią sprawić, że to, czego tak bardzo pragniemy może przerodzić się z nadziei w rzeczywistość.''
Wyglądam przez okno wypatrując czy jakieś auto nie przyjeżdża pod nasz dom. Nie dostałyśmy żadnych informacji kto ma po nas przyjechać i zawieść do ich domu. Samochody przejeżdżały sobie ulicą nigdzie się nie spiesząc. Pewnie dlatego, że nie jest to jakaś autostrada czy coś, tylko zwykła ulica na osiedlu. Zza zakrętu wyjeżdża limuzyna. Zawsze chciałam się przejechać limuzyną, takie jakieś marzenie od dzieciństwa. Zatrzymała się pod naszym domem.. Co?! Z pojazdu wysiadł jakiś mężczyzna i skierował się w stronę naszych drzwi. Niee, to chyba jakaś pomyłka.. Zadzwonił dzwonek, więc podbiegłam otworzyć.
-Dzień dobry, czy panna Evans lub Foster? - spytał.
-Dzień dobry, ja to Vanessa Evans, a Emily Foster to moja przyjaciółka, a o co chodzi?
-Ah, tak. Na pewno pani się nie domyślała, że przyjedzie po panie limuzyna. Chłopcy wysłali mnie po panie. - wytłumaczył uśmiechając się.
-Aa, to ja zaraz pobiegnę po przyjaciółkę i możemy jechać. - kierowca tylko skinął głową, a ja pobiegłam po Em.
-Emily! Samochód podjechał, a tak w ogóle to nie samochód tylko limuzyna, dasz wiarę? - nadal nie mogłam uwierzyć, że przejadę się tym cackiem.
-Już? Przecież jest.. - spojrzała się na zegarek - no faktycznie...
Zniosłyśmy nasze walizki na dół, a przemiły szofer - jeśli można go tak nazwać, bo nie wiem, czy robi to codziennie - zabrał je od nas i wpakował do bagażnika. Otworzył przed nami drzwi, a my czym prędzej wsiałyśmy do auta.
Jechałyśmy jakieś czterdzieści pięć minut - bo ich dom znajdował się na drugim końcu Londynu - słuchając muzyki, która leciała z radia w limuzynie. Telewizor, automat ze słodyczami, DVD... Same bajery w środku. Po wcześniej wspomnianym upływie czasu, w końcu dojechaliśmy do celu. Dom jak pałac normalnie... Mężczyzna pomógł nam wysiąść z auta. Wprowadził kod do bramy, a ta się otworzyła. Szliśmy w kierunku ogromnego, białego domu ciągnąc za sobą walizki, bo przecież szofer nie dałby rady wziąć wszystkich na raz. Doszliśmy do drzwi, a on zadzwonił domofonem informując, że już przyjechałyśmy. Kilkanaście sekund staliśmy pod drzwiami, gdy ktoś przekręcił zamek i otworzył je.
-Witam. - przywitał się z nami Liam i wpuścił do środka. - Chłopaki! - zawołał, a już po chwili przed nami stała czwórka chłopaków. Przystojnych chłopaków.. Vanessa, opanuj się, przecież już ich widziałaś! Ale nie na żywo.
-Jestem Niall, - powiedział wesoło blondasek.
-Ja Zayn. - czarnowłosy.
-Harry. - z kręconymi włosami.
-Liam. - chyba był najbardziej ogarnięty.
-A ja jestem Jennifer. Żartuję, Louis. - ten ostatni.
-I jesteśmy - powiedział Zayn.
-One Direction! - krzyknęli wszyscy.
-Hej, jestem Emily. - przywitała się z nimi. - A to jest Vanessa.
-Miło was poznać.
-Czujcie się jak u siebie w domu. - powiedział do nas Liam - w końcu spędzicie u nas dwa miesiące.
Tak, spędzimy tu dwa miesiące... Dwa miesiące... Czy to nie za długo? Może kiedyś powiem, że one mi nie wystarczyły..
''Nigdy nie oceniaj długości czasu przed przeżyciem go, bo nigdy nie wiadomo, czy będziesz chciał, aby jak najszybciej się skończył , czy może będziesz błagał Boga, aby Ci ten czas przedłużył.''
